Tuż po tym, jak to nastało ludzie byli w szoku, za cicho i za ciemno. I nieśmiale zaczęli rozmawiać a inni powyciągali ze strychów, ze starych kartonowych pudeł książki i zaczęli czytać. I wstawali o świcie żeby móc czytać przy słońcu książki cały dzień, jakby nie istniał w ogóle świat.
Mówiła trochę jak wariatka. Nie rozumiałem dużej części z tego, co opowiadała.
No i ja też siedziałam na balkonie, bo tam najwięcej światła było, kontynuowała. Ale później ktoś zaczął palić książki i wszystkim rozkazano wynieść wszystkie przed dom i spalić na wielkim stosie. No i już nie wolno było czytać.
To chyba była wariatka i podobno wkrótce po tym wyskoczyła z tego balkonu. W nocy. Dziwna historia.
Miasto bez prądu
piątek, 7 stycznia 2011
poniedziałek, 3 stycznia 2011
Historia 1: Emigracja
I opowiedział mi to ten, który stał przy murze z papierosem, jednym z ostatnich papierosów w tym mieście. W sklepach zostały już tylko zupki chińskie i wygazowana cola, tak mówił, ale że słyszał, że gdzieś podobno jedzą owoce, ale że nie wie, bo to ktoś nieznajomy, kto jeszcze powracał mu to powiedział. I że gdzieś jeszcze się coś świeci, rozmarzony kontynuował. Ale u nas tylko bura szarość i nędza.
Prolog
A kiedy w mieście zgasł prąd ludzi ogarnął niepokój. I kiedy w mieście niespokojni ludzie chodzili po ciemnych ulicach, zaczęli ze sobą rozmawiać, by zabić czas. Bo już nie było co robić innego. I ludzie zaczęli sobie opowiadać historie i zaczęli chodzić spać, gdy słońce chyliło się ku zachodowi, bo każdy bał się już chodzić po zmroku.
I kiedy ci sami ludzie zobaczyli, że już na stacjach benzynowych nie można kupić benzyny, bo z dystrybutorów leje się woda, czystsza nawet od tej, która leci z kranu, jeszcze bardziej stali się posępni, bo już nikt nie mógł odpalić samochodu, którym mógł jechać z jednego końca miasta na drugi i z powrotem. I wtedy ktoś zauważył, że tak naprawdę benzyny nigdy nie było, tylko wszystkim się wydawało, bo z kurków na gaz leciał gaz, ale halucynogenny i każdy myślał, że jeździ samochodami, które nigdy nie istniały z jednego końca miasta na drugi bez celu, który też nigdy nie istniał i każdy wsiadał gdzieś i jechał, by powrócić na swoim osobistym haju i zasnąć i wstać rano i ponowić bezcelową podróż. A gaz też przestał lecieć z kurków i popłynęło w zamian świeże powietrze, świeższe niż to, którym oddychali mieszkańcy miasta. I pozostał tylko wielki kac i brak.
Cisza stała się wręcz nie do zniesienia, dlatego ludzie zaczęli rozmawiać, najpierw o błahostkach, nieśmiale, później już pewniej, głośniej. I opowiadali sobie historie, niektóre prawdziwe, inne wymyślone, już nikt właściwie nie rozróżniał, które są które, nikt właściwie nie chciał tego wiedzieć, bo każdy chciał zabić czas i każdy chciał zabić strach przed ciemnością.
I kiedy ci sami ludzie zobaczyli, że już na stacjach benzynowych nie można kupić benzyny, bo z dystrybutorów leje się woda, czystsza nawet od tej, która leci z kranu, jeszcze bardziej stali się posępni, bo już nikt nie mógł odpalić samochodu, którym mógł jechać z jednego końca miasta na drugi i z powrotem. I wtedy ktoś zauważył, że tak naprawdę benzyny nigdy nie było, tylko wszystkim się wydawało, bo z kurków na gaz leciał gaz, ale halucynogenny i każdy myślał, że jeździ samochodami, które nigdy nie istniały z jednego końca miasta na drugi bez celu, który też nigdy nie istniał i każdy wsiadał gdzieś i jechał, by powrócić na swoim osobistym haju i zasnąć i wstać rano i ponowić bezcelową podróż. A gaz też przestał lecieć z kurków i popłynęło w zamian świeże powietrze, świeższe niż to, którym oddychali mieszkańcy miasta. I pozostał tylko wielki kac i brak.
Cisza stała się wręcz nie do zniesienia, dlatego ludzie zaczęli rozmawiać, najpierw o błahostkach, nieśmiale, później już pewniej, głośniej. I opowiadali sobie historie, niektóre prawdziwe, inne wymyślone, już nikt właściwie nie rozróżniał, które są które, nikt właściwie nie chciał tego wiedzieć, bo każdy chciał zabić czas i każdy chciał zabić strach przed ciemnością.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)