Tuż po tym, jak to nastało ludzie byli w szoku, za cicho i za ciemno. I nieśmiale zaczęli rozmawiać a inni powyciągali ze strychów, ze starych kartonowych pudeł książki i zaczęli czytać. I wstawali o świcie żeby móc czytać przy słońcu książki cały dzień, jakby nie istniał w ogóle świat.
Mówiła trochę jak wariatka. Nie rozumiałem dużej części z tego, co opowiadała.
No i ja też siedziałam na balkonie, bo tam najwięcej światła było, kontynuowała. Ale później ktoś zaczął palić książki i wszystkim rozkazano wynieść wszystkie przed dom i spalić na wielkim stosie. No i już nie wolno było czytać.
To chyba była wariatka i podobno wkrótce po tym wyskoczyła z tego balkonu. W nocy. Dziwna historia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz