poniedziałek, 3 stycznia 2011

Prolog

A kiedy w mieście zgasł prąd ludzi ogarnął niepokój. I kiedy w mieście niespokojni ludzie chodzili po ciemnych ulicach, zaczęli ze sobą rozmawiać, by zabić czas. Bo już nie było co robić innego. I ludzie zaczęli sobie opowiadać historie i zaczęli chodzić spać, gdy słońce chyliło się ku zachodowi, bo każdy bał się już chodzić po zmroku.
I kiedy ci sami ludzie zobaczyli, że już na stacjach benzynowych nie można kupić benzyny, bo z dystrybutorów leje się woda, czystsza nawet od tej, która leci z kranu, jeszcze bardziej stali się posępni, bo już nikt nie mógł odpalić samochodu, którym mógł jechać z jednego końca miasta na drugi i z powrotem. I wtedy ktoś zauważył, że tak naprawdę benzyny nigdy nie było, tylko wszystkim się wydawało, bo z kurków na gaz leciał gaz, ale halucynogenny i każdy myślał, że jeździ samochodami, które nigdy nie istniały z jednego końca miasta na drugi bez celu, który też nigdy nie istniał i każdy wsiadał gdzieś i jechał, by powrócić na swoim osobistym haju i zasnąć i wstać rano i ponowić bezcelową podróż. A gaz też przestał lecieć z kurków i popłynęło w zamian świeże powietrze, świeższe niż to, którym oddychali mieszkańcy miasta. I pozostał tylko wielki kac i brak.
Cisza stała się wręcz nie do zniesienia, dlatego ludzie zaczęli rozmawiać, najpierw o błahostkach, nieśmiale, później już pewniej, głośniej. I opowiadali sobie historie, niektóre prawdziwe, inne wymyślone, już nikt właściwie nie rozróżniał, które są które, nikt właściwie nie chciał tego wiedzieć, bo każdy chciał zabić czas i każdy chciał zabić strach przed ciemnością.

1 komentarz:

  1. 'zabic strach przed ciemnoscią'.
    dobre, niepokojące, z polotem, dalej dalej.
    beatles - i'm still yawning.

    OdpowiedzUsuń